Witam
Przypominam, tak jak obiecałem pod postem "Szatańska miłość", o wejściu na duży ekran kontrowersyjnej adaptacji filmu w reżyserii Emeraldy Fennell. Wbrew wcześniejszym zapowiedziom, że nastąpi to w Dniu św. Walentego, premiera w Polsce, będzie miała miejsce w wigilię walentynek. I tutaj możemy przekonać się, że świętowanie tego dnia nie zawęża się do sztywnego terminu, a dla niektórych trwa przez cały rok. :)
Premiera współczesnej wersji filmowej odbędzie się w najbliższy piątek, trzynastego.
https://www.filmweb.pl/film/Wichrowe+wzg%C3%B3rza-2026-10073357
Nieśmiertelny klasyk „Wichrowe wzgórza”, z 1847 r. już wtedy budził potężne kontrowersje, gdyż uważano, że epatuje brutalnością, erotyką i masochizmem. Warto przekonać się, czy film to jeszcze romans, czy już prowokacja.
Margot Robbie i Jacob Elordi, wcielający się w legendarne postacie Cathy i Heathcliffa w nowej wersji "Wichrowych wzgórz"/Jordan Strauss/Invision /East News
Życzę wielu wrażeń podczas seansu.
AS PIK
Przypomnienie ❣️
❣️ Ku Pamięci ❣️
Witam!
Chcę podzielić się z Wami szczęściem, jakie mnie tutaj spotkało. Sprawiło ono, że poczułem się wybrańcem, pomazańcem, namaszczonym i sam Pan Bóg wie, kim jeszcze.
Otóż po zapytaniu AI o to, jakimi uczuciami pała do mnie tutejszy szarlatan o nicku Doctor Tamtam, ukazał się zniewalający opis stosunku, jakim on mnie darzy.
Oto on:
Dziękuję Ci mój Promotorze za to, że mnie odkryłeś i wylansowałeś, że doceniasz moją skromną osobę oraz to, że dostrzegłeś mnie w tłumie. Mam teraz po co żyć! Jestem teraz kimś, jestem wniebowzięty i pragnę odwdzięczyć się pięknym za nadobne. Pewny tego, że może i powinna, pomiędzy nami kwitnąć szczera przyjaźń lub nawet większe uczucie (to największe), pragnę złożyć Ci propozycję, która jeśli ją przyjmiesz, wleje miód w nasze serca.
https://youtu.be/IeabWixUCMc?si=Kxow5dOwIJG4yHvI
..."Jesteś tak daleko ode mnie
Czasami jednak blisko tak
Mogę porozmawiać z Tobą czasem
Czasem znajdujesz dla mnie czas
Chciałbym coś powiedzieć o Tobie
Tak często czuję Twoją siłę
Nic się nie dzieje przypadkowo
Chociaż tak często w to wątpiłem
Tak bardzo chciałbym zostać kumplem Twym
Tak bardzo chciałbym
Tak bardzo chciałbym zostać kumplem Twym
Tak bardzo chciałbym
Tak bardzo chciałbym zostać kumplem Twym
Tak bardzo chciałbym
Tak bardzo chciałbym zostać kumplem Twym"...
Z poważaniem Szczęściarz
♠️ Szach - Mat
Uzurpatorzy po dojściu do władzy i okrzepnięciu na obranym stanowisku, obrastają w piórka i narzucają podwładnym swój sposób bycia, postępowania, myślenia... Sami nie stosując żadnej etykiety, pouczają innych i oczekują szacunku. Jesli coś schrzanią, nazywają to celowym zabiegiem, prowokacją, wymuszeniem reakcji wśród niezdecydowanych. Gdy ci "podpuszczeni" wyrażają swój sprzeciw, sprowadzani są do parteru, a ich opinia znika w otchłani i staje się historią.
Swoją zabawę umilają błazenadą z prymitywnymi uciechami, co obserwatorów z zewnątrz przyprawia o mdłości i inne przykre odczucia. Na zakończenie następuje pokaz fajerwerków. Nie obowiązują ich żadne przykazania, ponieważ nadali sobie specjalną dyspensę i nic nie muszą. Inni, o takiej taryfie ulgowej mogą tylko pomarzyć.
Na przykładzie Piotra Wielkiego Alkoholika, ktory na swój przydomek zasłużył jak mało kto, zorientujmy się czy w najbliższym sąsiedztwie znajdziemy takie właśnie typy.
"Szach-mat. Jak umierali władcy Rosji" to książka dr Mariusza Sampa. Za jego pośrednictwem pragnę przybliżyć Wam w skrócie życie i śmierć Piotra Wielkiego. "Nasz" car to postać tragiczna, o podłym charakterze i nie należy wzorować się na niej, stosujac mistyfikacje w celu poprawy swoich statystyk.
Pijany Synod
Piotr Wielki notorycznie nadużywał alkoholu – wypijał niezmierzone ilości gorzałki, które zwalały z nóg innych mężczyzn uczestniczących wraz z nim w pijackich biesiadach.
Miłość do kieliszka zrodziła się u cara bardzo szybko, gdy jeszcze jako młodzieniec odwiedzał różne podejrzane miejsca i brał udział – jak określił to jeden z ówczesnych świadków wydarzeń – „w rozpuście i pijaństwie, których ogromu nie można opisać”.
Wraz z upływem czasu bachanalia te zaczęto nazywać „Najbardziej Pijanym Synodem Głupców i Błaznów”, a jego członkowie, na czele z Piotrem, naśmiewali się z kultu religijnego, włącznie z prawosławiem.
Picie do upadłego
Pijackie orgie stały się czymś w rodzaju nałogu w życiu Piotra Wielkiego. Ucztowano przy każdej nadarzającej się okazji, a tych w ciągu roku kalendarzowego nie brakowało. Świętowano każde imieniny czy urodziny zarówno rodziny carskiej, jak i przyjaciół władcy.
Ale na tym nie poprzestawano. Upijano się na weselach, przy okazji chrzcin, pogrzebów, zwycięskich bitew, ważnych wydarzeń państwowych czy przyjazdu i odjazdu zagranicznych poselstw.
Uczty dzielono na letnie i zimowe. Te pierwsze urządzano w ogrodach pałacowych, te drugie zaś w carskiej austerii i innych zamkniętych pomieszczeniach. Gości zwoływano za pomocą wystrzałów armatnich czy mocnego bicia w bębny. Urzędnicy i szlachta mogli przychodzić na zabawy wraz z całymi rodzinami.
Para cesarska pojawiała się zazwyczaj koło piątej po południu. Carowa częstowała gości, a car rozlewał osobiście gorzałkę i podawał ją swoim żołnierzom. Reszta gości obsługiwała się sama. Nie istniała żadna etykieta. Zabawy ciągnęły się długimi godzinami, a wieńczyły je pokazy sztucznych ogni.
Przyjęcia niskiego lotu
Zabawę ucztującym umilała błazenada, stanowiąca ulubioną rozrywkę cara. Piotr w sposób szczególny upodobał sobie ludzi o rzadkich cechach fizycznych, olbrzymów i karłów, którym wyprawiał śluby i pogrzeby. Uroczystości te jednak były wypełnione prymitywnymi uciechami i niskimi żartami, co obserwatorów z zewnątrz przyprawiało o mdłości i inne przykre odczucia.
W 1694 roku car zorganizował wesele jednemu ze swoich błaznów. Wraz z najwyższymi dostojnikami państwowymi jechał za elegancką karetą, w której siedzieli nowożeńcy. Orszak tworzyły niespotykane na tego typu uroczystościach wierzchowce: psy, kozy, świnie i byki. Wszystkich gości obowiązywały błazeńskie stroje: słomiane buty, pstrokate suknie, drewniane czapki oraz wiewiórcze i kocie ogony.
Tragiczna w skutkach balanga
W 1714 roku Piotr Wielki urządził natomiast z wielką pompą wesele dla „papieża” z pijackiego synodu, niejakiego Zotowa. Przygotowania do tej uroczystości trwały kilka miesięcy, a car osobiście je nadzorował. Polecił gościom, aby przebrali się w rzadkie stroje.
Kiedy jeden z zaproszonych na ślub gości odmówił wysmarowania się sadzą i przebrania się w specjalnie dla niego przyszykowany błazeński strój, rozkazano mu rozebrać się do naga, po czym posadzono go na kilka godzin na zamarzniętej Newie, by udawał demona. Biedak rozchorował się i umarł.
Alkohol ponad zdrowie
Znamienne, iż Piotr Wielki pił praktycznie aż do końca życia, choć zdrowie wówczas mu poważnie szwankowało. Kiedy poczuł się lepiej, pił na umór, czemu sprzyjał udział w różnych uroczystościach i zabawach, na które go ciągle zapraszano.
W samym tylko listopadzie 1724 roku car kilkukrotnie uczestniczył w imprezach organizowanych przez petersburskich notabli. W innych miesiącach wcale nie było lepiej.
Przy kieliszku Piotr lubił dobrze zjeść. Praktycznie nie pościł (poza Wielkim Tygodniem), ponieważ uzyskał specjalną dyspensę od patriarchy konstantynopolitańskiego. Inni o takiej taryfie ulgowej mogli tylko pomarzyć, ale starzejącemu się monarsze nie wyszło to na korzyść. Wkrótce bowiem później zmarł. Niewątpliwie alkohol pomógł mu w szybszym rozstaniu się z tym światem.
żródło:
https://www.przezwieki.pl/piotr-wielki-alkohol/
Wszelkie podobieństwo do postaci, żywych lub umarłych, jest zamierzone.
"Rachab"
Z wielkim zaskoczeniem obserwuję tutaj, wahania nastrojów "pisaczy i czytaczy" (nazewnictwo zapożyczone od pewnej indywidualistki z GD).
Otoż zaskakuje mnie brak empatii i reakcji przeciw temu, co wyczynia tutaj zdiagnozowany wcześniej osobnik. Prosto z "pogrzebu" udaje się on na ślub ofiary, którą upatrzył sobie i torturuje sposobem "lingchi", metodą, która jednak przetrwała. Ofiary nikt nie wspiera. Nie robi tego żaden "przyjaciel", a ona sama umilkła. Możliwe, ze jest to postać wyimaginowana przez oprawcę, ale tego nie wiemy. Jeśli nawet tak jest, to pewne mechanizmy powinny zadziałać w jej obronie. Po za wymienionymi, istnieje jeszcze "zmowa jajników", czego próżno tutaj szukać, tak samo jak "empatycznych" osóbek z pierwszych stron bloga gd. Co więcej, zamiast potraktować opisane symptomy napastnika, jak ostrzeżenie, diagnoza jest rozkładana, przez "czytacza" po równi na pozostałych aktorów i statystów, co jest przyzwoleniem i przymykaniem oka na działalność zwyrodnialców. Jest to niezrozumiałe dla mnie.
Sądzę, że po moim tekście, nazwany zostanę "facetem na boku", Agaty czy Zosi, bo takie rzeczy nasz kat robił już innym.
Rachab. Niezwykła historia biblijnej prostytutki
Rachab prowadziła dom publiczny w Jerychu, gdy do miasta przybyli izraelscy wywiadowcy. Jozue wysłał ich, by rozpoznali teren przed planowanym atakiem. Mężczyźni trafili właśnie do jej domu przy murach obronnych.
Ukrycie szpiegów przed władcą Jerycha
Władze miejskie szybko dowiedziały się o obecności obcych w Jerychu. Król wysłał swoich ludzi do domu Rachab z żądaniem wydania nieproszonych gości. Kobieta podjęła jednak ryzykowną decyzję.
Ukryła zwiadowców pod snopami lnu na dachu budynku. Następnie skierowała pościg w całkowicie przeciwnym kierunku, twierdząc, że mężczyźni już opuścili miasto. Dzięki temu Izraelici uniknęli schwytania.
Po odejściu strażników pomogła im zbiec przez okno w murze miejskim. Przekazała im również cenne informacje o nastrojach panujących wśród mieszkańców Jerycha. Ludzie miasta żyli w strachu przed nadciągającą armią.
Umowa o ocalenie rodziny
Rachab wynegocjowała z wywiadowcami układ dotyczący jej bezpieczeństwa. Mężczyźni obiecali oszczędzić ją i wszystkich domowników podczas nadchodzącej bitwy. Warunkiem było zachowanie tajemnicy ich misji.
Jako znak rozpoznawczy miała powiesić czerwony sznur w oknie. To właśnie przez nie pomogła im uciec z miasta. Zwiadowcy zapewnili, że wszyscy zgromadzeni w tym domu przeżyją atak.
Kobieta dotrzymała słowa i nie zdradziła Izraelitów władzom. Po upadku Jerycha żołnierze rzeczywiście oszczędzili jej dom. Rachab wraz z rodziną dołączyła do zwycięskiego ludu.
Małżeństwo z Izraelitą i dalsze losy
Po osiedleniu się wśród Izraelitów wyszła za mąż za mężczyznę imieniem Szalmon. Z tego związku urodził się Booz, który później poślubił Rut. Ta linia genealogiczna prowadziła wprost do króla Dawida.
Ewangelia Mateusza wymienia Rachab jako jedną z czterech kobiet w rodowodzie Chrystusa. To wyjątkowe wyróżnienie, zważywszy na jej pochodzenie i przeszłość zawodową. Niewielu postaciom Starego Testamentu przypisano taką rolę.
Jej potomkowie odegrali kluczową rolę w historii Izraela. Booz stał się dziadkiem króla Dawida, z którego rodu pochodził Józef, mąż Maryi. Prostytutka z Jerycha znalazła się w centrum planu zbawienia.
Wiara potwierdzona działaniem
List do Hebrajczyków stawia Rachab jako wzór autentycznej wiary. Nie ograniczyła się do słów, ale podjęła konkretne działanie ratujące zwiadowców. List Jakuba również przywołuje jej przykład przy omówieniu związku wiary i uczynków.
Kobieta słyszała o cudach dokonanych przez Boga Izraela. Wiedziała o przejściu przez Morze Czerwone i zwycięstwach nad innymi ludami. Te opowieści przekonały ją o potędze Jahwe.
Decyzja o pomocy obcym wynikała z przekonania, że ich Bóg jest prawdziwy. Zaryzykowała własne życie, wierząc w obietnice złożone przez zwiadowców. Ta odwaga zapewniła jej miejsce w historii zbawienia.
Symbol Bożej łaski wobec grzeszników
Tradycja chrześcijańska interpretuje historię Rachab jako dowód uniwersalności zbawienia. Kananejka, poganka i prostytutka otrzymała nie tylko fizyczne ocalenie, ale duchowe odkupienie. Jej przeszłość nie stanowiła przeszkody dla Bożych planów.
Teolodzy widzą w niej prefigurację włączenia pogan do Kościoła. Tak jak ona dołączyła do ludu wybranego, tak później wszystkie narody zostały wezwane do wiary. Status społeczny ani pochodzenie nie decydują o możliwości zbawienia.
Rachab pokazuje, że każdy człowiek może stać się narzędziem realizacji Bożych zamierzeń. Jej czyn uratował nie tylko ją samą, ale zapoczątkował linię prowadzącą do Mesjasza. Prostytutka z Jerycha stała się pramatką królewskiego rodu.
--------
Los Rachab nie był godny zazdrości, bo nie była kobietą szczęśliwą. Jej rzemiosłem był grzech, ona nie miała upodobania w szlachetnej pracy.
Pomagała sobie kłamstwem. Jej czyn z punktu widzenia spraw narodowych mógł być uważany za zdradę, ale nie oczekuje się od niej w postępowaniu, ducha nowotestamentalnego.
źródło;
https://www.przezwieki.pl/rachab-niezwykla-historia-biblijnej-prostytutki/
https://bonifratrzy.pl/klasztor-warszawa-sapiezynska/duszpasterstwo/katecheza-1/rachab-nierzadnica/
♠️ "Pogromca Krzyżaków"
Znamy naszą historię, czy tylko tak nam się wydaje?
Ponad tysiącletnia historia naszego państwa to burzliwa przeszłość, pełna wojen i nieszczęść, ale także okresy wznoszenia się na wyżyny. Nie potrafimy odczytywatać dziejów kraju, jako zjawiska z udziałem ludzi z krwi i kości, ludzi odnoszących sukcesy, ale i porażki.
Bywa, że obrażamy się na niesprawiedliwe karykatury (często po postu nieśmieszne i głupie), ukazujące nas w zwierciadle bez filtra, innym razem czujemy dumę, gdy się nas klepie po plecach.
Nie potrafimy ignorować bzdurnej krytyki, wynikającej raczej z niewiedzy i ignorancji wygłaszających opinie na nasz temat, ale także łechce nas, gdy ktoś poklepie po plecach, jak młodszego, gorszego i przyszywanego krewnego. Jednocześnie wstydzimy się chwalić naszą historią.
W tym temacie nie różnimy się od innych i nie musimy chodzić ze spuszczoną głową, bo inni mają swoich bohaterów.
Jednym z wielu, naszych i zapomnianych jest: Piotr Dunin. 
Kariera Piotra Dunina
Piotr Dunin urodził się około 1415 roku w rodzinie szlacheckiej. Jego młodość owiana jest tajemnicą. Nie wiadomo, gdzie zdobywał wykształcenie, ani jakie doświadczenia ukształtowały jego przyszłe umiejętności taktyczne. Jednakże późniejsze sukcesy na polu bitwy sugerują, że mógł pobierać nauki za granicą lub uczestniczyć w zagranicznych kampaniach wojennych.
Karierę publiczną rozpoczął stosunkowo późno. W 1455 roku, jako dworzanin królewski, wziął udział w wyprawie na Łasin. Dwa lata później został wojskim większym sieradzkim. W 1459 roku mianowano go burgrabią krakowskim oraz marszałkiem nadwornym. Funkcja marszałka nadwornego wiązała się z dowództwem nad chorągwiami dworskimi, co podkreślało jego znaczenie w strukturach wojskowych królestwa.
Wojna trzynastoletnia (1454–1466) była konfliktem pomiędzy Królestwem Polskim a Zakonem Krzyżackim, którego stawką była kontrola nad Pomorzem Gdańskim i Prusami. Początkowe lata tej wojny nie przyniosły Polsce znaczących sukcesów.
Klęska pod Chojnicami w 1454 roku uwidoczniła słabości pospolitego ruszenia. Król Kazimierz Jagiellończyk, dostrzegając potrzebę reformy wojskowej, postanowił oprzeć siły zbrojne na zawodowych najemnikach. Na czele tej nowej formacji stanął Piotr Dunin.
Dunin okazał się dowódcą o nieprzeciętnych zdolnościach taktycznych. Jego strategia polegała na systematycznym odcinaniu Krzyżaków od posiłków z Niemiec oraz przejmowaniu kluczowych twierdz i szlaków komunikacyjnych. W październiku 1461 roku rozpoczął ofensywę, której celem było odcięcie zachodniego Pomorza od Prus. Jego działania były metodyczne i przemyślane, co wkrótce przyniosło wymierne efekty.
Kulminacją działań Piotra Dunina była bitwa pod Świecinem, stoczona 17 września 1462 roku. Krzyżacy, dowodzeni przez Fritza von Ravenecka, zamierzali odzyskać kontrolę nad Pomorzem. Dunin, przewidując ruchy przeciwnika, wybrał dogodne miejsce na starcie – okolice wsi Świecino, niedaleko Jeziora Żarnowieckiego. Tam, wzorem husyckim, zorganizował obóz warowny, składający się z połączonych wozów otoczonych fosą.
Krzyżacy podjęli próbę przełamania polskich linii, jednak zostali powstrzymani przez zmasowany ostrzał z kusz. W decydującym momencie von Raveneck został śmiertelnie ranny, co doprowadziło do załamania morale wśród jego żołnierzy. Polacy wykorzystali chaos w szeregach wroga, rozbijając jego siły i zmuszając niedobitki do ucieczki.
Zwycięstwo pod Świecinem miało ogromne znaczenie strategiczne. Po raz pierwszy wojska polskie pokonały Krzyżaków w otwartej bitwie polowej, co podniosło morale armii i osłabiło pozycję zakonu. Dzięki temu sukcesowi Dunin mógł kontynuować ofensywę, zdobywając kolejne twierdze, takie jak Gniew i Chojnice.
Zwycięstwo pod Świecinem nie było końcem walk, lecz jedynie początkiem polskiej ofensywy, która miała doprowadzić do ostatecznego triumfu nad zakonem. Piotr Dunin wiedział, że siła Krzyżaków nie tkwi jedynie w ich armii, ale przede wszystkim w sieci potężnych twierdz rozsianych po Prusach. Zdobycie ich wymagało nie tylko odwagi, ale także doskonałej organizacji i przemyślanej strategii.
Jednym z kluczowych celów był zamek w Chojnicach – warownia, która była symbolem dominacji zakonu w regionie i miejscem ich wcześniejszego triumfu nad pospolitym ruszeniem polskim. W 1466 roku Dunin przystąpił do oblężenia twierdzy. W przeciwieństwie do wcześniejszych prób, które kończyły się fiaskiem, jego metodyczne podejście przyniosło rezultaty.
Przez miesiące jego wojska stopniowo zaciskały pierścień oblężenia, odcinając miasto od dostaw żywności i posiłków. Kiedy obrońcy byli już u kresu sił, Krzyżacy podjęli desperacką próbę wynegocjowania kapitulacji na korzystnych warunkach. Dunin jednak świadomy, że pełne zdobycie twierdzy byłoby najlepszym sygnałem zwycięstwa, wymusił na nich całkowite poddanie.
Zdobycie Chojnic przypieczętowało los zakonu. Wkrótce potem, w październiku 1466 roku, podpisano II pokój toruński, który na zawsze zmienił układ sił w regionie. Pomorze Gdańskie, ziemia chełmińska i ziemia michałowska zostały włączone do Królestwa Polskiego, a Prusy Królewskie stały się autonomiczną częścią państwa polskiego. Zakon, który przez ponad sto lat był hegemonem na Bałtyku, zdegradowano do roli lennika Polski.
Po zakończeniu wojny Dunin nie spoczął na laurach. W uznaniu zasług król powierzył mu wysokie urzędy państwowe. W 1478 roku został kasztelanem sieradzkim, a rok później mianowano go wojewodą brzeskokujawskim. W tych rolach dbał o stabilność królestwa i skuteczne administrowanie nowo przyłączonymi ziemiami.
Dunin był również człowiekiem niezwykle przedsiębiorczym. Dzięki nadaniom królewskim zgromadził znaczny majątek, obejmujący m.in. miasto Ujazd oraz szereg okolicznych wsi.
Pogromca Krzyżaków dbał o rozwój gospodarczy swoich posiadłości. Popierał osadnictwo, usprawniał administrację i dbał o ściąganie podatków. Wobec swoich poddanych był surowy, ale jednocześnie sprawiedliwy, co odróżniało go od wielu innych magnatów epoki.
Dlaczego o nim zapomniano?
Mimo swoich osiągnięć Piotr Dunin nigdy nie zdobył takiej sławy jak Władysław Jagiełło czy Jan III Sobieski. Dlaczego? Powodów jest kilka.
Po pierwsze, nie był królem. Nie budował wokół siebie kultu jednostki, nie pisał kronik, które mogłyby utrwalić jego legendę. Był człowiekiem czynu, nie słowa – i być może dlatego historia o nim zapomniała.
Po drugie, jego triumfy nie były tak widowiskowe jak bitwa pod Grunwaldem. Wojna trzynastoletnia nie zakończyła się jednym wielkim zwycięstwem, lecz serią sukcesów, które krok po kroku prowadziły do zwycięstwa Polski. A w takich historiach bohaterowie często pozostają w cieniu wielkich wydarzeń.
Po trzecie, jego rola jako administratora i urzędnika sprawiła, że późniejsze pokolenia postrzegały go bardziej jako polityka niż wojownika. A przecież jego największą zasługą było to, że potrafił być jednym i drugim jednocześnie.
źródło:
https://www.przezwieki.pl/piotr-dunin-mlot-na-krzyzakow/
Wszelkie podobieństwo do postaci, żywych lub umarłych, jest czysto przypadkowe.
