AS PIK

 
Zodiac sign: Váhy
Narozeniny: 10-22
připojena: 12.11.2021
Nie szukaj drogi życiowej - buduj ją sam. - Ryszard Wasilewski -
Body48více
Další úroveň: 
Bodů zapotřebí: 152
Poslední hra
Kostky

Kostky

Kostky
Před 1 hodina

♠️ "Szatańska miłość"

Emerald Fennell nakręciła nową wersję "Wichrowych wzgórz". Gdy do sieci trafił zwiastun, potwierdziło się, że to nie będzie lekki, romantyczny film. 

https://youtu.be/VnYaRkYdXRk?si=gdDFBaIGPTnG2sax
Fennell wytoczyła ciężkie działa - erotyki będzie w tej produkcji mnóstwo. Część widzów była w szoku, część wściekła. A co mówi reżyserka?

W jednym z pierwszych wywiadów podkreśliła, że jej celem było "oddanie pierwotnych, silnych emocji, jakie czuła, czytając książkę jako nastolatka". Osobiście określiła powieść jako "prymitywną" i "seksualną". Zaznaczyła też, że w książce wybijał się motyw sadomasochizmu, co już wtedy szokowało czytelników.

W filmie pojawiają się hiperseksualne obrazy – znacznie bardziej dosadne niż w jakiejkolwiek wcześniejszej adaptacji tego materiału. Film rozpoczyna się od publicznego powieszenia, które szybko przeradza się w groteskowy absurd, gdy skazany mężczyzna ejakuluje w trakcie egzekucji, wprawiając obserwujący tłum w swego rodzaju orgiastyczny szał. W tym czasie zakonnica pieści widoczną erekcję zwłok" – czytamy "World of Reel".

Ale pojawiły się też opinie, które chwalą film. "Ostatnią rzeczą, jakiej bym chciała, jest kolejna adaptacja oparta na schematach. Współczesna wersja filmowa wymagała zastrzyku świeżej energii, czegoś odważnego i nieoczekiwanego. Na dobre i na złe. Wygląda na to, że Emerald Fennell właśnie to wniosła".

"Wichrowe wzgórza" to dla wielu nieśmiertelny klasyk, a w takiej sytuacji nowe, filmowe adaptacje zawsze dzielą fanów na zwolenników i zagorzałych przeciwników. Książka Emily Jane Bronte wydana w 1847 r. budziła potężne kontrowersje - uważano, że epatuje brutalnością, erotyką i masochizmem. 

Wybór Margot Robbie i Jacoba Elordiego do głównych ról także spotkał się z krytyką. Część fanów zwracała uwagę, że aktorzy nie odpowiadają opisom postaci z oryginału. Fennell wyjaśniła, że Elordi przypominał jej ilustrację Heathcliffa z pierwszego wydania książki, które czytała. Reżyserka podkreśliła, że Margot Robbie ma cechy, które idealnie pasują do postaci Cathy. "Jest piękna, interesująca i nieprzewidywalna. To osoba, która mogłaby zrobić wszystko i nikt by jej nie powstrzymał, dlatego potrzebowałam aktorki takiej, jak Margot" – stwierdziła Fennell.

Premiera filmu "Wichrowe Wzgórza" zaplanowana jest na 14 lutego 2026 r. To będą wyjątkowo ciekawe walentynki. ;)
Nie bez powodu powieść w Polsce wydano pod tytułem... "Szatańska miłość". 

źródło:
https://film.wp.pl/pelna-sprosnosci-takiej-ekranizacji-klasyki-jeszcze-nie-bylo-7186637662640896a


♠️ Lingchi – kara tysiąca cięć


"LINGCHI"

Historia prawdziwa, zasłyszana w Radio "go - go"


W dawnych Chinach wymyślono sposób, by człowieka nie tylko zabić, ale też złamać – fizycznie, duchowo i społecznie. Lingchi, czyli "kara tysiąca cięć", to jeden z najbardziej przerażających wynalazków w historii ludzkości. Tortura tak brutalna, że nawet niektórzy kaci nie byli w stanie jej znieść. Co dokładnie się działo z ofiarami?

Lingchi – chińska kara tysiąca cięć
W cesarskich Chinach śmierć mogła przyjąć wiele form, ale żadna nie budziła takiego przerażenia jak lingchi. Ta egzekucja wykraczała daleko poza zwykłe odbieranie życia. Stanowiła rodzaj spektaklu, w którym władza demonstrowała swoją absolutną potęgę nad poddanymi. Chińscy cesarze, szczególnie w czasach dynastii Tang, Song i Ming, doskonale rozumieli psychologię strachu. Zwykłe zabicie przestępcy nie wystarczało. Trzeba było stworzyć tak przerażający przykład, by nikt więcej nie odważył się podnieść ręki przeciwko ustalonemu porządkowi.
Dla władców Państwa Środka lingchi było czymś więcej niż karą. To był instrument kontroli społecznej, sposób na utrzymanie milionów ludzi w posłuszeństwie. Każde publiczne cięcie przypominało poddanym, kto naprawdę sprawuje władzę w imperium.

Anatomia okrucieństwa
Przygotowania do egzekucji lingchi wymagały precyzji i doświadczenia. Skazańca przywiązywano do drewnianej konstrukcji za pomocą rzemieni, które uniemożliwiały jakikolwiek ruch. Ofiara musiała pozostać w pełni przytomna podczas całej procedury.
Doświadczony kat rozpoczynał pracę od klatki piersiowej. Używał małego, ostrego noża przypominającego chirurgiczny skalpel. Pierwsze nacięcia były powierzchowne, miały jedynie przeciąć skórę. Następnie systematycznie zdzierał kolejne fragmenty ciała, odsłaniając mięśnie i kości. Najlepsi oprawcy potrafili prowadzić egzekucję przez całe godziny, a nawet dni. Przypadek Liu Jina, który naraził się dworowi cesarskiemu, przeszedł do historii jako jeden z najdłuższych. Jego męczarnie trwały pełne dwa dni, podczas których wykonano na jego ciele ponad trzy tysiące nacięć. Standardowa wersja lingchi przewidywała tysiąc cięć, stąd popularna nazwa "kara tysiąca cięć". Jednak gdy skazaniec szczególnie podpadł władzy, liczba mogła wzrosnąć wielokrotnie. Wszystko zależało od kaprysów miejscowych urzędników i ciężkości przewinień.

Hierarchia zbrodni i kar
Lingchi nie było karą stosowaną wobec zwykłych przestępców. Drobni złodzieje czy dezerterzy mogli liczyć na znacznie szybszą śmierć. Ta szczególna forma egzekucji czekała tylko na tych, których czyny zagrażały imperatorowi.
Skazywano na nią głównie za zamachy na życie cesarza, zdradę stanu lub zabójstwo członków rodziny. W konfucjańskim systemie wartości morderstwo ojca, matki czy władcy było absolutnym złem wymagającym najsurowszej odpowiedzi. Lingchi miało być odpowiedzią proporcjonalną do skali przestępstwa.
System prawny w Chinach nie przewidywał jednak sztywnych procedur wykonania tej kary. Nie istniała jedna, obowiązująca w całym imperium instrukcja. Sposób egzekucji zależał od lokalnych tradycji, umiejętności kata i nastrojów urzędników. Ta elastyczność oznaczała, że w jednej prowincji wystarczyło trzydzieści cięć, podczas gdy w innej wymagano trzech setek. Chińskie prawo było tak samo zmienne jak wola cesarskich namiestników, co czyniło lingchi jeszcze bardziej nieprzewidywalną i przerażającą karą.

Medycyna w służbie tortur
Paradoks lingchi polegał na tym, że oprawcy starali się maksymalnie przedłużyć cierpienie ofiary. Aby to osiągnąć, współpracowali z miejscowymi lekarzami i zielarzami. Ci dostarczali specjalne mikstury, które miały utrzymać skazańca przy życiu jak najdłużej. Stosowano zioła wyostrzające zmysły i wzmacniające odczuwanie bólu. Niektórym ofiarom podawano także opium, ale nie w celu ulżenia w cierpieniu. Mała dawka tego narkotyku mogła przeciwdziałać szokowi i utracie krwi, pozwalając na kontynuowanie tortur. Chińscy medycy tworzyli prawdziwe specyfiki przedłużające życie nawet o kilka godzin. Jak pisał historyk Jonathan D. Spence, była to "makabryczna symbioza nauki i sadyzmu". Wiedza medyczna, która powinna służyć ratowaniu życia, została przekształcona w narzędzie wymyślnych tortur.

Spektakl dla mas
Egzekucje lingchi zawsze odbywały się publicznie. Nie chodziło tylko o wymierzenie sprawiedliwości, ale o stworzenie niezapomnianego widowiska. Gdy kat pojawiał się na placu egzekucji, ludzie schodzili się całymi rodzinami, by być świadkami wydarzenia.
Publiczność nie ograniczała się do biernego oglądania. Tłum często wykrzykiwał obelgi pod adresem skazańca, rzucał w niego zgniłymi owocami lub błotem. Część ofiar rozbierano do naga, by dodatkowo je upodlić. Zdarzało się, że krewni skazańca musieli przyglądać się egzekucji jako dowód "oczyszczenia rodu".

Narzędzie kontroli społecznej
Choć współcześnie trudno to zrozumieć, lingchi odgrywało ważną rolę w utrzymywaniu porządku społecznego. Każda publiczna egzekucja miała zniechęcić potencjalnych buntowników do wystąpień przeciwko cesarzowi.
Nie chodziło o karanie, lecz o przypomnienie wszystkim, kto sprawuje władzę. Nie wszyscy obywatele patrzyli na te egzekucje z aprobatą. Zdarzały się protesty, bunty i przejawy współczucia dla ofiar. Jednak oficjalna linia pozostawała niezmieniona: kara jest sprawiedliwa, a skazaniec zasłużył na swój los. System propagandowy starał się przekonać ludność, że każde cierpienie było zasłużone.

Ostatnia egzekucja i koniec epoki
Ostatnią ofiarą udokumentowanej egzekucji lingchi, był mężczyzna o imieniu Fu-zhu-li, oskarżony o zamordowanie swojego pana. W hierarchicznym społeczeństwie chińskim było to przestępstwo nie do wybaczenia.Ta egzekucja różniła się od wszystkich poprzednich jednym kluczowym szczegółem. Po raz pierwszy w historii została sfotografowana. Zdjęcie przedstawiające Fu-zhu-li klęczącego z rozciętą klatką piersiową i wyrazem bólu na twarzy obiegło cały świat. Fotografia trafiła do europejskich gazet, pojawiła się w raportach dyplomatycznych i gabinetach polityków. Zachód był wstrząśnięty. Nawet jak na surowe standardy XIX wieku, lingchi przekraczało granice akceptowalności. Dziennikarze pisali o "barbarzyńskich metodach" i "średniowiecznych torturach".
Pod naciskiem opinii międzynarodowej i chińskich reformatorów cesarz Guangxu zakazał stosowania lingchi jeszcze w tym samym roku. Oficjalny zakaz nie oznaczał jednak natychmiastowego końca. Nawet po zdelegalizowaniu tej praktyki, sama koncepcja nadal pojawiała się w niektórych odległych prowincjach.  Praktyka przetrwała...
źródło:https://informacje.wp.pl/wiadomosci/kara-tysiaca-ciec-tak-zabijano-ludzi-jeszcze-sto-lat-temu-7214042174688800a

Ilustracja z 1858 roku z francuskiej gazety Le Monde illustré przedstawiająca egzekucję lingchi francuskiego misjonarza Auguste’a Chapdelaine’a w Chinach

Wszelkie podobieństwo do postaci, żywych lub umarłych, jest czysto przypadkowe.


♠️ Kompromitacja Radio "GO-GO" (cz.1)


Pewna adoratorka Wielkiego Mistrza (Kontura), wychwalająca jego pióro oraz posty, nazwala zawartość mojego bloga klasyką, co było określeniem nad wyrost, nieadekwatnym oraz ironią. W tym samym czasie i miejscu, wynosiła pod niebiosa kunszt i trafność spostrzeżeń, doskonałe teksty oraz idealne analizowanie osób czy zdarzeń przez w/w Kontura. 
Pochwaliła tam również krytykę mojej osoby za komentarze, które wcześniej uznała, że nie są dla niej obraźliwe, a po ich przeczytaniu przez nią, tychże konentarzy, otrzymałem zaproszenie do jej grona...
 Nazajutrz, na temat komentarzy, zmienia zdanie i domaga się przeprosin. Wszystko to, stało się za sprawą samozwańczego Jedynego Obrońcy Prawdy Kobiet i Uciśnionych, wg jego własnego mniemania. 
Jego schematyczny sposób obrony, przed krytykowaniem go, polega na odbijaniu piłeczki i uderzaniu w przeciwników tymi sami argumentami, które dotyczą jego działalności, co pochwala też inna, taka sobie osoba. A robi to tak: - cytuję - "Świetna celna analiza , błyskotliwa i z wyczuciem satyry. Doskonale pokazujesz, jak z pozornie prostych komentarzy tworzy się cały mitologiczny świat bohater–obrońca kontra demoniczni przeciwnicy". 
Niewymienione z imienia, dwie dewotki uwierzyły w jego interpretację, uległy manipulacji, a Pan Prokurator został doceniony pochwałami i sam zapewne uwierzył, że kłamstwo wielokrotnie powtarzane, z czasem, staje się prawdą.

Tu poprzestanę na mówieniu o "duszy Maryny", pierwszej czy drugiej.

W moim przypadku, jeden raz, zrobił wyjątek. A mianowicie, krytykę swojej osoby, przeze mnie oraz obraźliwe przyrównanie do blondynki, przerzucił na cały żeński ród, domagając się ode mnie przeproszenia kobiet za obrażanie ich oraz nazwał seksistą. Zachował się tym samym, jak miękkie jajo, ktore nigdy i nic nie przyjęło na własną klatę. Nie obawiam się tutaj i teraz nazwać tego faceta, Babą.
Nie skarżąc się, gdyż czuję się zauważonym w tłumie, dodam, że w/w napisał o mnie kilka zdań na swoim blogu i już nieistotne jest dla mnie, że zawsze negatywnie, bo po to właśnie inkarnował się, gdy po ujawnieniu jego charakteru przeze mnie, ulotnił się stąd. Stało się to po prezentacji, na moim blogu, jego wulgarnych wypowiedzi.

Powyższe, do wyglądu w poście pt. Radio "Go-Go" i "Gdzie się podziały"...?

To był ten mój, "pomiędzy innymi userami, przyłożony palec" do jego kapitulacji i ewakuacji stąd, za co, po jego powrocie na łamy bloga, zarzucił  mi kierowanie szajką zorganizowaną.
Powraca, zaklada farmę fikcyjnych kont i materializuje się ponownie, w celu zemsty. Zemsta to najpoważniejszy z powodów, dla których się inkarnujemy.
“Zemsta jest rozkoszą bogów” – mawiali starożytni nie pojmując, co bredzą, a człowiek współczesny wie na ten temat niewiele więcej. Bo przecież “sprawiedliwości musi się stać zadość”. Dlatego wielu traci kolejne wcielenia jedynie po to, by wreszcie dokonać “słodkiej” zemsty. Nawet pożądanie seksualne nie podnieca ludzi tak, jak pragnienie wyżycia się na kimś, kogo obwiniają za swoje krzywdy.
Pomimo dogłębnego przeanalizowania przypowieści Pani .Steanger. pt. "Ludzie Skorpiony", nie przyswaja jej sobie i pozwala ponieść naturze. Tutaj docieramy do istoty pisania tego artykułu, Redaktorze Śledczy. Twój blog, nie jest "klasyką", on urasta do wyższej rangi i nazewnictwa "Classica".

Otóż, przypisujac innym swoje wady: - cytuję - "Ten Pan, który z taką pogardą odnosi się do "kobiecego móżdżku", w momencie konfrontacji ucieka i chowa się za cytatami i tanim seksizmem" (to o mnie), nie dostrzegasz ich w sobie i dajesz tego dowód na swoim blogu...

 


...dajesz się ponieść fantazji, dajesz przykład Wieszczu, umniejszając kobietom i sprowadzając je do roli, jaką odegrala Caryca Katarzyna, gdy zamierzała zajechać ogiera, co poskutkowało jej śmiercią pod koniem, z rozwartymi szeroko udami. Wspominasz w tekście o "Królowej Przyjemności", o szczytowaniu w czasie, kiedy koń (ogier czy klacz, to nieistotne) dyktuje rytm i siłę stymulacji, polecasz drukiem zoofilię kobietom, po zabiegu defloracji. 
"Kontynuując refleksję nad hipokryzją: Twój "idealizm" zderza się z prawdziwym cynizmem". "Pomysl o tym i przetraw przez swoje zwoje mózgowe".
Następnie zwróć się do Panny Agaty słowami: - cytuję Jedynego Spawiedliwego - "A teraz, Agato, powiedz mi szczerze: Który utwór z tych o Agacie sprawi, że Twój "niegrzeczny impuls" zatańczy najszybciej? Chcę wiedzieć, do jakiego rytmu Panna najbardziej lubi zapominać o planie..."

Podzieliłem artykuł na części, ponieważ przydługi będzie przynudny, a drugi powód to taki, że nie wiem, kto usunął ten jego paszkwil. Jeśli administracja, to obawiam się tego samego. Nie po to tracę czas na Judasza, aby zostało to wymazane. Pełen tekst, którego wstęp widoczny jest na screenie, wkleję w kolejnej części, gdy opadnie emocji kurz. Dla niecierpliwych wcześniej, na priv, na wniosek.

"Jeśli ten tekst Ci się spodobał - to dopiero początek. Będzie cała seria. A jeśli przeczytałaś (lub przeczytałeś) do końca - to już coś znaczy".


♠️ Pik "A " do Pika "B"

Boże, widzisz i nie grzmisz.
Grzmisz i nie trafiasz. 



Długo kazałaś/eś czekać na swoją kontrę. Spodziewałem się jej, ponieważ po kolei wyłapujesz tutaj swoich rywali i prowadzisz na Górę Skazańców. Zapewne rozkladanie moich wypowiedzi na czynniki pierwsze oraz zastosowanie inżynierii odwrotnej, zajęło tak dużo czasu. Ale... możliwe, że działasz chronologicznie i po mnie, pod topór pójdzie autor komentarza następującego po moim.
Dziękuję za to, że pochylasz się nad moim, krytykującym słowotokiem i mam nadzieję, że on dużo wnosi do warsztatu radiowca.
Szkopuł w tym, że na stół rzucasz komentarz "TRZY KROKI ZA TOBĄ"... i dopisujesz siebie, jako adresata, co jest niezgodne z faktem, bo napisany i skierowany został do autorki innego bloga, za którą ja, zgodzę sie być nawet lata świetlne.
Widzisz to, czy masz może tylko 51 węzłów mózgowych? *



Użyte buńczucznie stwierdzenia o mnie, typu: on "próbuje mnie rozgryźć", on jest "TRZY KROKI ZA MNĄ", na swoim blogu, świadczą o tym, że jesteś sfrustrowanym, opóźnionym manipulatorem, próbujacym mnie zdyskredytować.
Twój warsztat domorosłego redaktora śledczego nie ma kręgosłupa, nie zawiera żadnych zasad moralnych i nie umywa się do zdolności, krytykowanej wcześniej na swoim blogu, polskiej dziennikarki, podróżniczki, pisarki... Martyny Wojciechowskiej.

* - Czym się różni kura od blondynki? - Blondynka ma 51 węzłów mózgowych, a kura 50.
- Po co blondynce ten jeden?
- Żeby nie srała na własnym podwórku.

PS
Z kłamstwem jest jak z plotką - ma krótkie nóżki.


Radio "Go-Go" i "Gdzie się podziały"...?

Czytam i oczom nie wierzę. Robię więc screeny na dowód. "Blożki" znikają...
...ale, że w Internecie, jak i w przyrodzie, nic nie ginie, to nie wszyscy jeszcze wiedzą. "Nie wszyscy" z AAkcentem na AAutora.


AAutorze, czy aby na pewno chcesz zostać znanym pijakiem, zamiast Anonimowym Alkoholikiem?
https://d3g4l0mnbqe7eg.cloudfront.net/dla-alkoholika-2.jpg