Uzurpatorzy po dojściu do władzy i okrzepnięciu na obranym stanowisku, obrastają w piórka i narzucają podwładnym swój sposób bycia, postępowania, myślenia... Sami nie stosując żadnej etykiety, pouczają innych i oczekują szacunku. Jesli coś schrzanią, nazywają to celowym zabiegiem, prowokacją, wymuszeniem reakcji wśród niezdecydowanych. Gdy ci "podpuszczeni" wyrażają swój sprzeciw, sprowadzani są do parteru, a ich opinia znika w otchłani i staje się historią.
Swoją zabawę umilają błazenadą z prymitywnymi uciechami, co obserwatorów z zewnątrz przyprawia o mdłości i inne przykre odczucia. Na zakończenie następuje pokaz fajerwerków. Nie obowiązują ich żadne przykazania, ponieważ nadali sobie specjalną dyspensę i nic nie muszą. Inni, o takiej taryfie ulgowej mogą tylko pomarzyć.
Na przykładzie Piotra Wielkiego Alkoholika, ktory na swój przydomek zasłużył jak mało kto, zorientujmy się czy w najbliższym sąsiedztwie znajdziemy takie właśnie typy.
"Szach-mat. Jak umierali władcy Rosji" to książka dr Mariusza Sampa. Za jego pośrednictwem pragnę przybliżyć Wam w skrócie życie i śmierć Piotra Wielkiego. "Nasz" car to postać tragiczna, o podłym charakterze i nie należy wzorować się na niej, stosujac mistyfikacje w celu poprawy swoich statystyk.
Pijany Synod
Piotr Wielki notorycznie nadużywał alkoholu – wypijał niezmierzone ilości gorzałki, które zwalały z nóg innych mężczyzn uczestniczących wraz z nim w pijackich biesiadach.
Miłość do kieliszka zrodziła się u cara bardzo szybko, gdy jeszcze jako młodzieniec odwiedzał różne podejrzane miejsca i brał udział – jak określił to jeden z ówczesnych świadków wydarzeń – „w rozpuście i pijaństwie, których ogromu nie można opisać”.
Wraz z upływem czasu bachanalia te zaczęto nazywać „Najbardziej Pijanym Synodem Głupców i Błaznów”, a jego członkowie, na czele z Piotrem, naśmiewali się z kultu religijnego, włącznie z prawosławiem.
Picie do upadłego
Pijackie orgie stały się czymś w rodzaju nałogu w życiu Piotra Wielkiego. Ucztowano przy każdej nadarzającej się okazji, a tych w ciągu roku kalendarzowego nie brakowało. Świętowano każde imieniny czy urodziny zarówno rodziny carskiej, jak i przyjaciół władcy.
Ale na tym nie poprzestawano. Upijano się na weselach, przy okazji chrzcin, pogrzebów, zwycięskich bitew, ważnych wydarzeń państwowych czy przyjazdu i odjazdu zagranicznych poselstw.
Uczty dzielono na letnie i zimowe. Te pierwsze urządzano w ogrodach pałacowych, te drugie zaś w carskiej austerii i innych zamkniętych pomieszczeniach. Gości zwoływano za pomocą wystrzałów armatnich czy mocnego bicia w bębny. Urzędnicy i szlachta mogli przychodzić na zabawy wraz z całymi rodzinami.
Para cesarska pojawiała się zazwyczaj koło piątej po południu. Carowa częstowała gości, a car rozlewał osobiście gorzałkę i podawał ją swoim żołnierzom. Reszta gości obsługiwała się sama. Nie istniała żadna etykieta. Zabawy ciągnęły się długimi godzinami, a wieńczyły je pokazy sztucznych ogni.
Przyjęcia niskiego lotu
Zabawę ucztującym umilała błazenada, stanowiąca ulubioną rozrywkę cara. Piotr w sposób szczególny upodobał sobie ludzi o rzadkich cechach fizycznych, olbrzymów i karłów, którym wyprawiał śluby i pogrzeby. Uroczystości te jednak były wypełnione prymitywnymi uciechami i niskimi żartami, co obserwatorów z zewnątrz przyprawiało o mdłości i inne przykre odczucia.
W 1694 roku car zorganizował wesele jednemu ze swoich błaznów. Wraz z najwyższymi dostojnikami państwowymi jechał za elegancką karetą, w której siedzieli nowożeńcy. Orszak tworzyły niespotykane na tego typu uroczystościach wierzchowce: psy, kozy, świnie i byki. Wszystkich gości obowiązywały błazeńskie stroje: słomiane buty, pstrokate suknie, drewniane czapki oraz wiewiórcze i kocie ogony.
Tragiczna w skutkach balanga
W 1714 roku Piotr Wielki urządził natomiast z wielką pompą wesele dla „papieża” z pijackiego synodu, niejakiego Zotowa. Przygotowania do tej uroczystości trwały kilka miesięcy, a car osobiście je nadzorował. Polecił gościom, aby przebrali się w rzadkie stroje.
Kiedy jeden z zaproszonych na ślub gości odmówił wysmarowania się sadzą i przebrania się w specjalnie dla niego przyszykowany błazeński strój, rozkazano mu rozebrać się do naga, po czym posadzono go na kilka godzin na zamarzniętej Newie, by udawał demona. Biedak rozchorował się i umarł.
Alkohol ponad zdrowie
Znamienne, iż Piotr Wielki pił praktycznie aż do końca życia, choć zdrowie wówczas mu poważnie szwankowało. Kiedy poczuł się lepiej, pił na umór, czemu sprzyjał udział w różnych uroczystościach i zabawach, na które go ciągle zapraszano.
W samym tylko listopadzie 1724 roku car kilkukrotnie uczestniczył w imprezach organizowanych przez petersburskich notabli. W innych miesiącach wcale nie było lepiej.
Przy kieliszku Piotr lubił dobrze zjeść. Praktycznie nie pościł (poza Wielkim Tygodniem), ponieważ uzyskał specjalną dyspensę od patriarchy konstantynopolitańskiego. Inni o takiej taryfie ulgowej mogli tylko pomarzyć, ale starzejącemu się monarsze nie wyszło to na korzyść. Wkrótce bowiem później zmarł. Niewątpliwie alkohol pomógł mu w szybszym rozstaniu się z tym światem.
żródło:
https://www.przezwieki.pl/piotr-wielki-alkohol/
Wszelkie podobieństwo do postaci, żywych lub umarłych, jest zamierzone.
AS PIK
Zodiac sign: Везни
Рожден ден: 10-22
присъединил се:
Nie szukaj drogi życiowej - buduj ją sam.
- Ryszard Wasilewski -
